Koszyk rozmaitości

A blogging framework for hackers.

Oszczędzanie Na Dzieciach

Tytuł trochę przewrotny, bo jak wiadomo każde dziecko to milion. Ale jestem po lekturze tłumaczenia artykułu z New York Timesa dotyczącego kupowania przez rodziców wyprawek swoim dzieciom na dziecko.onet.pl. Ostatnio niestety miałem okazję czytać mnóstwo tłumaczeń artykułów amerykańskich na Onecie. Nie podoba mi się premiowanie na stronie głównej co rusz rankingów, które kompletnie nie przystają do polskich realiów, gdzie ewidentnie widać amerykański schemat myślenia.

Przeczytany przeze mnie artykuł moim zdaniem nie odnosi się do większości polskiego społeczeństwa. Zdecydowana większość dziecięcych artykułów wśród znajomych lub rodziny pochodziła od… znajomych lub rodziny, lub też ze znanego polskiego serwisu aukcyjnego. Sami pozbyliśmy się większości zabawek/ubranek/sprzętów albo oddając je znajomym lub sprzedając je na aukcjach. Stosunkowo mało zostało rzeczy po najmłodszym, bo nie planujemy na razie więcej dzieci a ponadto mamy ograniczone zasoby miejsca do składowania. Niejednokrotnie udało nam się coś sprzedać z zarobkiem, ale to dlatego, że wiele kupowanych przez nas rzeczy było używanych. Rzeczy te straciły już wcześniej odpowiednio na wartości przed naszym zakupem.

W Polsce ceny sprzedawanych, używanych przedmiotów są stosunkowo wysokie, ale znajomi ze Szkocji wyposażyli się bardzo tanim sposobem, chodząc w weekendy na targi. Za kilka funtów, a czasami za darmo można dostać wózek, łóżeczko, zabawki czy ubranka dla małych dzieci.

Gdy w maju mieliśmy rodzinną imprezę, żal było kupować córce sukienkę w sklepie. Szukaliśmy w kilkunastu, a może kilkudziesięciu sklepach i znaleźliśmy 1, która była taka jak trzeba. Za kawałek materiału (dla dwulatki) z falbankami trzeba było w Cocodrillo zapłacić 150 zł. To zdecydowanie za dużo jak na zakup jednorazowego ubrania (akurat w tym przypadku byłby dwurazowy, bo córka była w nim później jeszcze na ślubie). Zdecydowaliśmy się pojechać na Służewiec i tam znaleźliśmy piękne sukienki. Wyszliśmy z dwoma sukienkami, sweterkiem, bolero i czymś dla syna a zapłaciliśmy za to mniej niż za jedną sukienkę. Ubrania były czyste, wisiały na wieszakach a ich wybór był przeogromny.

O ile sam mam opory przed kupowaniem sobie ubrań w second handzie o tyle kupienie ubrań dzieciom w takim miejscu mi nie przeszkadza.

Przy okazji jeżeli są wśród czytelników osoby zainteresowane możliwością spotkania się z innymi rodzicami lub wymianą ubranek i zabawek to zapraszam na strone Klubu Mam Bemowskich gdzie raz w miesiącu odbywa się handel wymienny. Można się tam spotkać w szerszym gronie i wyjść z 4 ścian domu by stwierdzić, że nasze problemy nie są odosobnione. Uczestnicy spotkań mogą opowiedzieć jak sobie poradziły w podobnej sytuacji.